Dla tych co im się te malowanki podobają mam dobrą wiadomość - będzie jeszcze trzecia część.
********************** Rzecz dzieje się w Nowym Targu. Franek wrócił wcześniej do domu, gdy Józek jeszcze nie zdążył wyjść od jego żony. Ta radzi mu by uciekał przez okno. - Nie wygłupiaj się, nie dość, że jestem nago, to jeszcze pada deszcz! Ale nie było wyjścia. Wyskakuje i widzi, że ulicą biegnie grupa maratończyków. Dołącza do zawodników, a jeden z nich go pyta: - Musicie, panie, być z biednego klubu, bo tak biegacie bez kostiumu? - Nas doftór pedo, ze tak się lepij mięśnie dotleniajom. - A zawsze biegacie z prezerwatywą? - Nie. Ino kiedy pada dysc.
********************** Prosem pani, ja się w pani chyba zakochałem ? - mówi do nauczycielki dziesięcioletni Jasio. - Przykro mi Jasiu, ale ja nie lubię dzieci. - A kto lubi! Będziemy uważali.
Mimo 20 lat wolnej Polski, wciąż z niechęcią patrzymy na sukcesy innych. Tylko młodzi jeszcze szczerze wierzą, że można osiągnąć wiele dzięki własnej pracy i zdolnościom. Tylko co zrobić, by za kilka lat nie dołączyli do reszty malkontentów? - docieka "Metro".
Jedziesz autobusem, oczy wbite w szybę, czerwone światło, obok zatrzymuje się wypasiony SUV - marzenie. Twój wzrok krzyżuje się ze wzrokiem kierowcy. Nie masz wątpliwości - to człowiek sukcesu, a przecież dałbyś mu góra 30 lat. Jak on zdążył zarobić na taki wóz? Chyba nie pracując uczciwie? Pewnie załapał się na dobry stołek dzięki znajomościom tatusia. Czy mówimy o tym otwarcie czy nie, tak właśnie oceniamy w Polsce bogatych.
Z najnowszych badań TNS OBOP wynika, że za główne źródło sukcesu innych osób (rozumianego jako wzbogacenie się, zajęcie wysokiego stanowiska czy zostanie osobą znaną) większość z nas uznaje:
36% znajomości, 21 % bieuczciwe sposoby.
To, że można osiągnąć sukces dzięki własnej pracy, przychodzi do głowy tylko 17% z nas, a tylko 8% jest w stanie uwierzyć w talent i zdolności.
- Z raportu wyłania się pesymistyczny wniosek: mimo 20 lat wolnej Polski, nie udało nam się wyzbyć postrzegania sukcesu innych jako dowodu ich nieuczciwości - kwituje wyniki Urszula Krasowska, szefowa Działu Badań Społeczno-Politycznych TNS OBOP.
Dziś znów wracam do albumu dziadka, bo bardzo lubię takie stare fotografie.
Naszym babcim brak fantazji nie można zarzucić. Każda epoka ma swoje prawa. Dla tych, co polubili zdjęcia w seoii mam dobrą wiadomość - jest jeszcze jedna porcja.
Na hali turystka pyta się bacy: - Co zazwyczaj robią góralscy mężowie po, no wiecie, po odbytym stosunku? - Wicie, pani, 10% od razu zasypia, 10% wychodzi za potrzebom... - A pozostałe 80%? - pyta dalej turystka. -A reśta ubiera się i biere się ku swojej chałupy.
********************** Helcia pyta się mamy: - Mamo, jak bedem duza i bedem miała chłopa, to będzie jak Ty z Tatom? - Tak, Helciu. - A kiebyk nie posła za mąz, to bedem takom starom pannom jak ciocia Zosia? - Tak, Helciu. - No to, kruca, fajne perspektywy...
********************** Dwie wczasowiczki "przygadały" sobie w czasie górskiej wycieczki młodych, krzepkich juhasów. A że cała czwórka była młoda i "nie od tego"- zboczyli wkrótce ze ścieżki, by między zaroślami kosodrzewiny dać konkretny upust rozpierającym ich uczuciom. Dziewczyny były "miastowe", uświadomione, żadne więc dzieci nie wchodziły w rachubę. Wręczyły zatem młodzieńcom po prezerwatywie, objaśniając co to takiego i do czego służy. Miło spędzone chwile zakończyły się czułym pożegnaniem i juhasi wrócili do owieczek, każdy na swoją halę. Zajęci codzienną pracą nie spotykali się przez kilka dni. Zetknęli się dopiero po tygodniu. Popatrzyli na siebie, obaj dziwnie wymizerowani, obaj z wypisanym na twarzy ogromnym cierpieniem. - Józuś! - odzywa się pierwszy głosem zbolałym i chrapliwym. - A co, Wawrzuś? - pyta drugi głosem też niewesołym. - Józuś, bardzo ci zalezy na tym, coby te paniynki dzieciów ni miały? - E... Niy, nic mi nie zalezy... - Wiys, mi tyz na tym nie zalezy... - No to jak? - A, miyjmy ik w rzyci! Zdymujymy te gumki!!
Jak co roku i tym razem chcielibyśmy w Waszym imieniu docenić osoby, których działalność w sferze publicznej wywarła w 2009 roku największy wpływ na życie społeczne, gospodarcze, polityczne, naukowe lub artystyczne. Wiele zachowań osób publicznych budzi w Was całkowicie zrozumiałe zdenerwowanie i niezgodę. Tym bardziej warto docenić tych, których czyny i zachowanie wnoszą coś dobrego do naszego życia.
Internauci potrafią zauważyć i docenić wiele takich osób często jeszcze zanim dziennikarze zwrócą na nich większą uwagę. Wbrew temu, co piszą niektóre media o internautach, my wierzymy w Was i waszą obserwację tego, co dzieje się w kraju.
Dlatego oddajemy głos całkowicie Wam - naszym czytelnikom. Spośród zgłoszonych przez Was kandydatów, wybierzemy 12, których najczęściej wskazywaliście i poprosimy Was o wskazanie tej osoby, którą wyróżnimy statuetką Człowieka Roku Wirtualnej Polski 2009. To będzie nagroda i tytuł w 100% od Was - Internautów.
Liczymy na ciekawe uzasadnienia zgłoszonych kandydatur. Autorów pięciu najlepszych komentarzy zaprosimy do siedziby Wirtualnej Polski na spotkanie z laureatem nagrody, a także odsłonimy tajemnice pracy redaktorów w Wirtualnej Polsce.
Wasze zgłoszenia kandydatów zbieramy do 14 lutego. Od 15 lutego przez dwa tygodnie będziecie mogli zagłosować w ankiecie na najbardziej popularne kandydatury. Regulamin plebiscytu znajduje się tutaj:
W ubiegłych latach tytuł Człowieka Roku Internautów Wirtualnej Polski przyznaliście: Januszowi Palikotowi (2008 r.), Władysławowi Bartoszewskiemu (2007 r.), Raul Lozano (2006 r.), Donaldowi Tuskowi (2005 r.), Otylii Jędrzejczak (2004 r.) oraz Janowi Rokicie (2003 r.).
KOBIETOM W KUCHNI BRAKUJE ODPOWIEDNIEGO KUCHARZA !
Pewnemu księdzu uciekł kanarek z klatki, więc na mszy podczas kazania zapytał się: - Kto ma ptaszka?? Chór męszczyzn podniósł ręce. - Nie o to mi chodzi!! Kto widział ptaszka!! - pyta ksiądz, a na to chór kobiet podniósł ręcę. - Nie, nie nie!!! Kto widział mojego ptaszka?? Chór ministrantów podniósł ręce...
Pewnego razu autobus z zakonnicami spadł w przepaść i oczywiście wszystkie zginęły. Stoją więc w kolejce do nieba i czekają, aż św.Piotr skończy zadawać im pytania: - Siostro Karen, czy miała siostra kiedyś kontakt z penisem? - Tak, raz dotknęłam główki koniuszkiem palca. - Dobrze - włóż palec do wody święconej i możesz wejść. - Siostro Elżbieto, czy miała siostra kontakt z penisem? - Tak, raz przyczyniłam się do wytrysku i miałam całą rękę w spermie. - Włóż zatem dłoń do wody święconej i możesz wejść. W tym momencie w kolejce zrobiło się wielkie poruszenie i jakaś zakonnica zaczęła się przepychajac do przodu. - Siostro, siostro - czemu siostra tak pędzi? - Jeżeli mam się napić tej wody, to wolę to zrobić zanim siostra Joanna włoży tam tyłek.
Wydając w latach osiemdziesiątych serię kaset wideo ze specjalistycznymi ćwiczeniami aerobowymi, amerykańska aktorka Jane FONDA ( 73 lata ) zachęcała do dbania o zdrowie i kondycję kobiet na całym świecie. Po latach gwiazda planuje nagranie kolejnego filmu instruktażowego. Tym razem skierowany on będzie do ludzi starszych, w tej grupie wiekowej , którym brakuje codziennego ruchu. Film ma trafić do sprzedaży pod koniec roku. Czy okaże sie hitem ?
Mieszkańcy Wielkopolski są najpłodniejsi w kraju. O ile w całej Polsce przyrost naturalny wynosi 1,49, o tyle nad Wartą jest dwa razy wyższy.
FOT. BEATA ZIEMOWSKA/ AG
Tylko w trzech kwartałach 2009 roku w Wielkopolsce przybyło niemal tyle samo nowych obywateli, ile w całym 2004. To efekt wyżu demograficznego lat 80., ale i lepszego stanu naszej gospodarki, a także pewnej mody na dzieci - pisze Polska Głos Wielkopolski.
Systematyczny wzrost urodzeń odnotowuje większość tamtejszych placówek ginekologicznych. W Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym przy ul. Polnej w Poznaniu, największej wielkopolskiej porodówce, od pięciu lat notuje się stały wzrost urodzeń. W ubiegłym roku przyszło tam na świat o 341 więcej dzieci niż w 2008 roku.
Jasio miał 10 lat i był bardzo ciekawski. Słyszał od starszych kolegów trochę o "zalotach" i chciał wiedzieć jak to jest i jak to się robi. Co robi mały chłopiec żeby się takich rzeczy dowiedzieć? Idzie do mamusi! A więc Jasio poszedł do mamy. Mamusia się trochę zakłopotała i zamiast wyjaśnić, nakazała Jasiowi, żeby schował się za zasłoną w pokoju siostry w celu podglądania jej ze swoim chłopakiem.
Tak też Jasio zrobił. Następnego ranka opowiada wszystko mamie: - Siostra i jej chłopak usiedli rozmawiając przez chwilę. Po czym on zgasił większość świateł i zostawił tylko jedną nocną lampkę. Zaczął ją całować i obściskiwać. Zauważyłem, że siostra musiała być chora, bo jej twarz zrobiła się taka śmieszna. On też musiał to wyczuć, bo wsadził jej rękę pod bluzkę w celu znalezienia jej serca... tak jak lekarze to robią na badaniu, ale on nie był taki zdolny jak lekarz, bo miał problemy ze znalezieniem tego serca. Wydaje mi się, że on też był chory, bo wkrótce zaczęli obydwoje dyszeć i zaczynało im brakować tchu. Druga ręka musiała mu zmarznąć, ponieważ włożył jej ją pod sukienkę. Wtedy siostra poczuła się gorzej i zaczęła jęczeć, wzdychać, skręcać się i ślizgać tam i z powrotem na kanapie. I tu zaczęła się jej gorączka. Wiem, że to była gorączka, ponieważ powiedziała mu, że jest napalona. W końcu dowiedziałem się, co spowodowało, że byli tacy chorzy - wielki węgorz dostał mu się jakoś do spodni. Nagle wyskoczył ze spodni i stał tak długi na 25 cm. Kiedy siostra to zobaczyła naprawdę się wystraszyła, oczy zrobiły się jej wielkie, a usta otworzyły. Mówiła, że to największy jakiego widziała... Powinienem jej powiedzieć o tych, jakie łapaliśmy z tatą nad jeziorem - te to dopiero były duże, ale wracając do nich... Siostra była bardzo dzielna rzuciła się na węgorza i próbowała odgryźć mu głowę... Potem złapała go w dwie ręce i trzymała mocno kiedy on wyciągnął pysk z worka i zaczęła ślizgać ręka po jego głowie tam i z powrotem, żeby powstrzymać go przed ugryzieniem. Potem siostra położyła się na plecach i rozłożyła nogi... aby móc go ścisnąć, chłopak jej pomagał i położył się na węgorzu. Wtedy dopiero zaczęła się walka. Siostra zaczęła jęczeć i piszczeć, a jej chłopak o mało co nie rozwalił kanapy. Podejrzewam, że chcieli zabić go przez ściśnięcie między nimi... po chwili pewni, że zabili węgorza przestali się ruszać i głośno wzdychali. Chłopak był pewien, że zabili węgorza, bo wisiał taki wiotki, a reszta jego wnętrzności wisiała na zewnątrz. Siostra i jej chłopak byli już trochę zmęczeni walką... ale powrócili do zalotów. On zaczął ją znowu całować... itd, aż tu nagle okazało się, że węgorz żyje!!! Szybko się podniósł i zaczęli walkę na nowo. Podejrzewam, że węgorze mają 9 żyć tak jak koty... Tym razem siostra próbowała go zabić przez siadanie na nim. Po 35 minutach ciężkiej walki w końcu zabili węgorza. Jestem tego pewien, bo widziałem jak chłopak siostry ściągnął z niego skórę i wyrzucił do śmietnika...
W ciągu najbliższych 10-15 lat, według danych epidemiologicznych, podwoi się liczba zachorowań na nowotwory. W zeszłym roku w Polsce na raka zachorowało 140 tys. osób, a 90 tys. zmarło. 70-80 % Polaków, którzy zgłaszają się do lekarza, robią to w momencie, gdy rak jest już w stadium zaawansowanym – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską dr n. med. Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii. Zaznacza, że problem leży również po stronie lekarzy pierwszego kontaktu, którzy często banalizują pierwsze objawy nowotworu.
O tym, że polska onkologia przeżywa poważny kryzys wiadomo od dawna. Już raport szwedzkich naukowców z 2009 r. (przeprowadzany co dwa lata) alarmował, że Polska należy do krajów Europy, które wydają najmniej na onkologię i udostępniają pacjentom nowych leków przeciwnowotworowych. Niestety problem ten uderza również w najmłodszych. „Nasz Dziennik” donosił niedawno, że dziecięcym szpitalom może zabraknąć pieniędzy. Dlaczego? Bo NFZ nie zwiększył poziomu finansowania w stosunku do roku ubiegłego.